JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

7 dziwacznych świątecznych postaci z różnych stron świata

29 706  
96   8  
Doprawdy, w porównaniu z gromadką osobliwości poniżej, podstarzały grubas z czerwonym nosem, wciskający się nocą przez komin do domów dzieci, wydaje się najzupełniej normalny.

#1.


Koza ze słomy, czyli przesyt reniferów - poruszając się po Szwecji, św. Mikołaj nie korzysta z reniferów. Te w Skandynawii są dosłownie wszędzie. Dlatego zamiast nich w rozdawaniu prezentów pomagają… kozy. Symbolem Bożego Narodzenia (a wcześniej pogańskiego święta Jul) jest w Szwecji koza.

Tradycja w mieście Gavle zobowiązuje, by co roku z okazji świąt wystawić w centralnym punkcie wielką słomianą kozę - a druga, już nieformalna część tradycji, nakazuje, by z tej samej okazji puścić ją z dymem. Nie pomagają kamery ani mniej łatwopalne materiały - koza fajczy się z regularnością pewnej warszawskiej tęczy.

#2.



Jeśli wziąć pod uwagę tradycje i zwyczaje panujące za naszą zachodnią granicą, doprawdy można się dziwić, że jakiekolwiek niemieckie dziecko zdołało wejść w dorosłość bez ciężkiej traumy. Zwłaszcza po odwiedzinach Frau Perchty. Popularna w południowych Niemczech oraz w Austrii Frau Perchta to szkaradna wiedźma błąkająca się od domu do domu w okresie świątecznym i wyszukująca dzieci.

Trafiwszy na grzeczne dziecko, zostawiała w zamian drobny upominek. Jednak trafiwszy na mniej grzeczny przypadek… wyciągała spod peleryny nóż rzeźnicki i siekała nieszczęśnika na drobne kawałki.

#3.



Według Greków, Bułgarów, Serbów czy Turków przy okazji świąt Bożego Narodzenia przypominają o sobie tzw. kallikantzaroi. Są to wredne ghoule, które większość roku spędzają na piłowaniu drzewa życia, na którym spoczywa Ziemia. W okresie świątecznym porzucają jednak piły (dając drzewu odpocząć…) i zamiast tego wychodzą na powierzchnię, tu robić bałagan.

Na szczęście niemilców można stosunkowo łatwo się pozbyć - wystarczy wywiesić na drzwiach coś, co odwróci ich uwagę (kallikantzaroi nie potrafią oprzeć się pokusie liczenia rzeczy) i regularnie palić w kominku - nawet bułgarskie ghoule nie zaryzykują usmażenia tyłka.

#4.



Islandzkie dzieci straszy natomiast Gryla - kawał wielkiej baby z równie ohydnym kotem. Gryla rozgląda się w poszukiwaniu dzieci, a kiedy tylko znajdzie jakieś niegrzeczne, ładuje je do worka, by później przyrządzić je w potrawce.

Kot, Jolakotturinn, nie jest wcale lepszy. Wypatruje dzieci w starych ubraniach, by je zjeść. Dlaczego w starych ubraniach? Tradycja nakazuje, by dzieci, które wykonały wszystkie domowe obowiązki, dostały nowe ubrania. Jeśli więc któreś paraduje dalej w starych łachmanach, to znak, że nie spisało się i należy mu się śmierć. Wychowawczo!

#5.



Elfy, skrzaty, kozy… a w Holandii - Murzyni, a konkretnie Czarny Piotruś. Obowiązuje tradycja, w ramach której mężczyźni malują twarze na czarno i biorą udział w paradach jako pomocnicy Świętego Mikołaja. Oczywiście każda sugestia, jakoby czarni mieli wziąć się do pracy, wywołuje święte oburzenie wszelkiego rodzaju tropicieli rasizmu i innych niegodziwości.

Do Holendrów zaapelowała nawet Organizacja Narodów Zjednoczonych, by porzucili swoją dyskryminującą tradycję. Holendrzy zaś - mając za uszami solidny wkład w historię czarnego niewolnictwa - wykpili się twierdzeniem, że Piotruś uczernił się przepychaniem przez komin.

#6.



Co w Katalonii kojarzy się ze świętami? Okazuje się, że od dobrych kilkuset lat są to… potrzeby fizjologiczne. A każdy, kto w okresie świątecznym nie nabędzie figurki tzw. Caganera, powinien spodziewać się co najmniej roku nieszczęścia.

Kim jest ów Caganer? Cholera jedna wie - grunt, że za każdym razem przedstawiany jest ze spodniami opuszczonymi do kolan, podczas - nie ma co lukrować… - wykonywania kupy. Według teorii, Caganer może symbolizować rolnika osobiście dbającego o żyzność ziemi. Według praktyki, figurkę Caganera można dzisiaj kupić z obliczem niemal dowolnego polityka świata.

#7.



Krampus był niegdyś popularny w środkowej Europie, dosłownie ocierając się o granice Polski. U nas jakoś się nie przyjął, ale w Czechach, Austrii czy na Węgrzech wciąż o nim pamiętają - a zachód powoli zaczyna adaptować do siebie demona, pół-człowieka, pół-kozę. Krampus towarzyszy Świętemu Mikołajowi, pojawiając się zwykle dzień przed nim, 5 grudnia. Nie rozdaje prezentów, tylko wyszukuje niegrzeczne dzieci, które można by ukarać albo nawet porwać.

W jaki sposób obłaskawić Krampusa? Wystarczy dać mu… flaszkę. Nic więc dziwnego, że do tradycji Krampusa coraz chętniej sięgają dorośli mężczyźni - ot, taka bardziej praktyczna wersja kolędowania.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5

Oglądany: 29706x | Komentarzy: 8 | Okejek: 96 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało